Co mają zdjęcia do espresso?

Zanim przeczytasz wejdź na youtube i pogłośnij dźwięk w słuchawkach, kliknij -> youtube Italian Café

 

Siadasz przy stoliku, kelnerka podaje Ci menu z promiennym uśmiechem na twarzy. Przerzucasz kilka kartek i… In italia, Mangi pasta fatta in casa, In Italia… Z głośnika sączy się głos Gianny Nannini i Fabri Fibra.

Będąc tam, gdziekolwiek tam… Zawsze będąc tam, zastanawiamy się gdzie zjemy coś dobrego. W którym sklepie kupimy coś pysznego, w której kawiarni napijemy się idealnego espresso. Od dawna unikamy lokali przy głównej promenadzie oraz na głównej ulicy. Nie siadamy gdzie nie widać „tubylców”. Non stop lustrujemy, rozglądamy się, szukamy takiego miejsca gdzie usiadłby przy stoliku Włoch w Rzymie, Chorwat w Dubrowniku, Francuz w Nicei, Polak w Ustroniu 🙂 To mega trudne, zanim doznaliśmy everestu kawowego oraz kulinarnego, doświadczaliśmy również kwaśnej kawy i najgorszego risotto, najgorszego aglio oilo jakiego można sobie wyobrazić. FotoWypad? Co mają zdjęcia wspólnego z espresso? Co łączy fotografię z pizzą? Jaki makaron smakuje na wyjeździe fotograficznym? Dlaczego pakując się na kolejny wyjazd znów zabraliśmy za dużo zapasów z kraju? Czy znów wracamy z wypadu, z nieruszonymi puszkami i konserwami? Tak, tak i jeszcze raz…tak!
Czym byłyby nasze wypady bez zdjęć? W końcu to FotoWypad. Czym byłyby nasze wyjazdy bez smakowania, próbowania lokalnych produktów, a w szczególności czym byłby FotoWypad bez espresso? Espresso to najczęściej powtarzane słowo, najczęściej zamawiany produkt podczas naszych wojaży. Moglibyśmy przegadać nie jedną noc o espresso, o kawie, o jej konsystencji, o smaku, zapachu. Anegdoty? Tak… anegdoty o espresso i kawie, kawie i espresso… Co dostaniesz w barze np. w Trieście zamawiając caffe? A, co dostaniesz gdzieś tam w Polsce zamawiając espresso? Można by się rozwodzić o tym cały dzień…

Doświadczenie nauczyło nas pewnych nawyków odnośnie picia kawy podczas naszych wyjazdów. Zawsze też mamy swoje zapasy, co roku inna, innego pochodzenia. Ziarna z różnych zakątków świata. Własna moka, gdy nie ma w okolicy kawiarni. Idealny wynalazek za który codziennie dziękujemy Alfonso Bialetti’emu – wynalazcy potocznie zwanej kawiarki. Moka zawsze jest z nami, towarzyszy nam na każdym kroku. Odpalamy kuchenkę turystyczną, kładziemy mokę na palnik, otaczamy ją kręgiem i czekamy…

Picie kawy to rytuał – parzenie, smakowanie jest jak religia, delektowanie jest jak wyższy stopień wtajemniczenia.
Co znaczy doświadczyć uduchowienia kawowego?
Wypić espresso o 6 rano w małej kawiarni na obrzeżach Wenecji mieszczącej się w bocznej uliczce. Razem z mieszkańcami sączyć gęsty jak smoła napar stojąc przy barze, zanim pójdą do pracy. Poczuć się jak oni. To najlepsze czego możemy doświadczyć będąc tam. Udaje nam się to coraz częściej, prawie za każdym razem. Być tam…być jak oni. Co to znaczy? Poczuć ten smak, wczuć ich luz, być jak mieszkańcy południa Europy. My mieszkańcy północnych krańców starego kontynentu tęsknimy za słońcem, za ciepłem, pragniemy siesty. Dlatego co roku, teraz już dwa razy w roku, jedziemy przed siebie. Pakujemy sprzęt fotograficzny i ruszamy za tym za czym tęsknimy, za tym czego już doświadczyliśmy. Pragniemy również poznać nowe doznania. Zasmakować czegoś co nieznane, zobaczyć, poczuć, dotknąć. Być gdzieś tam wczesnym rankiem z aparatem w ręku. Zrobić te kilka kadrów, zasiąść w lokalnej kawiarni. Zamówić espresso, spojrzeć na towarzyszy wypadów i zobaczyć w ich oczach to co się właśnie czuje samemu.
Jeden uśmiech i jedno zdanie: „…ale zajebiste espresso.”
Kwintesencja FotoWypadów? Dobre zdjęcia i dobre espresso.

Advertisements