Dolce vita

Tekst oraz ZDJĘCIA: Ryś Duława

Dolce vita

Podróżować znaczy żyć. A w każdym razie żyć podwójnie, potrójnie, wielokrotnie.

                                                                         – Andrzej Stasiuk

    W pierwszej kolejności obiecałem ten tekst sobie, swojej pamięci, właściwie nie tekst, a zapiski, skreślenia, emocje, wrażenia. Po drugie warto się dzielić pięknem.

    Życie pędzi, nie wiem jak wasze, moje gna. Intensywność, jak na prostego synka ze Skoczowa graniczna. Rodzina, praca, obowiązki, powinności, marzenia, pragnienia – koło zamknięte. Dziecięcy bączek napędzany ręką wariata. Intensywne życie rodzi potrzebę równie intensywnego wypoczynku. Nie idzie o ilość zobaczonych miejsc, o ilość zrealizowanych punktów programu a jedynie o czas spędzony na podziwie, na byciu. Chcemy patrzeć, czuć, smakować, wąchać. Byle powoli, byle spokojnie, jak najdokładniej, by nie uronić, nie przeoczyć najmniejszej chwil.

01

    Siadamy do busa – my kilku facetów z aparatami, łączy nas pasja robienia zdjęć i podróżowania. Które ważniejsze? Jednego bez drugiego by nie było. Nie ma presji, jest przygoda. Żony dały imprimatur, praca ogarnięta, w końcu zawsze możemy być poza zasięgiem. Wrzucamy do bagażnika konserwy, wodę, kuchenki, śpiwory, namioty – jeszcze nie wiemy, że przydadzą się mniej niż zwykle, jednak są gwarantem naszej wolności, spania i jedzenia gdzie bądź. Na górę sprzęt foto, jakby co. Jedziemy, ruszamy, zaczynamy. Białe linie dróg prowadzą nas w stronę marzeń, odliczają odległość od codzienności – „motyle w brzuchu”. Kto prowadzi? Kto po kim? Kto kiedy? Kolega Jack D. też jeszcze nie wie, że będzie brał udział w mniejszym stopniu. Kierunek – Venezia, czas przybycia – okolice wschodu, to tyle z planów na kilka dni.

Nie możecie oczekiwać, że napisze wszystko, wszystkiego nawet nie da się przeżyć.

02

03

    21.04.2016 Czwartek. Venezia tuż po wschodzi ma zaletę niewielkiej liczby turystów, pijemy espresso w małym barze na Rio Terà Lista di Spagna z ludem pracującym tego miasta, potem idziemy oglądać i fotografować. Siadamy na Riva degli Schiavoni, przy postoju wodnych taksówek – espresso plus cygaro – patrzymy, jesteśmy, można powiedzieć, dosłownie i w przenośni, że cały świat przechodzi obok. Godzina 10.00, ludzki lewiatan rośnie w siłę, trzeba uciekać. Miałem pisać o błądzeniu w drodze na parking, o rozładowanym akumulatorze, bo ktoś nie wyłączył świateł, o innych rzeczach ale dajcie spokój drobiazgom. Godzina 16.00 Passo di Giau – 2 236 npm – ciszzzza, śnieg, słońce i błękit – czas na obiad. Pasztet podlaski przepijany Jack D pod dachem nieba – krużganki raju. Noc, śpimy w namiocie na brzegu jeziora Garda koło Brenzone.

04

    22.04.2016 Piątek. 6.00 zachłanność nie pozwala spać. Siedzę na skałach, patrzę, milczę, przerwa na zdjęcia, potem tylko siedzę i patrzę- silenzio. Dookoła niebiesko, spokojnie. Krystaliczna woda, naprzeciw drzemią szaro-niebieskie góry, słońce jeszcze nie wstało. Kręcące się jak bąk życie zostało w innym świecie. Zostawcie mnie tutaj, przy pomoście prowadzącym do nikąd, wśród niebieskich gór i wód, będę tam już zawsze. Myśli mam spokojne, stąpają po skałach, po pomoście, krok i idą po wodzie, krok i są na szczytach, na ośnieżonych przełęczach Dolomitów, krok i Venezia, Werona, Levanto. Jezu!!! Dzień podróży i inny wszechświat.
Nie lękajcie się, nie będę opisywał każdego dnia, minuty. Nic z tych rzeczy. W Bardolino siedzieliśmy w przydrożnym barze, piliśmy espresso, coś tam planowaliśmy. Były dramatyczne wybory, czy piejmy jeszcze jedno espresso i jemy rogalika, czy tylko siedzimy i patrzymy.

Z tego wyjazdu zapamiętam jeszcze kilka rzeczy:

  • pewnego pana–artystę na stacji, który dowodził podawaniem kawy w taki sposób jakby dyrygował orkiestrą, stało się i czekało z przyjemnością,
  • męskie rozmowy na campingu z winem, cygarem i serem,
  • pewien obiad, który trwał i trwał i trwał, właściwie trwa do dziś, rozmowy, śmiech do łez, dobre jedzenie, młode wino – wszystko, „Włosi to tacy Czesi południa albo odwrotnie” i kupowanie skrzynek wina,
  • lody w Weronie,
  
05

  •   zapach morza na Liguryjskim wybrzeżu i kamień zabrany z plaży dla kogoś ważnego,,
 
06

 07

  • fotografowanie burzy na plaży w Levanto i szczytów na Passo Sella przy minus kilkunastu stopniach,
 
08

  • składanie namiotów w deszczu, gradzie i po ciemku, itd.

    Podróżujemy żeby żyć, podróżujemy bo jest nam za ciasno, bo jest w nas odwieczna tęsknota za czymś lepszym, za czymś innym, za czymś nowym. Nie wystarcza nam ten kawałek świata który mamy. Pisze to z cztero miesięcznej perspektywy i powinienem już ochłonąć, właściwie powinienem zapomnieć, przypomnijcie sobie co robiliście cztery miesiące temu. I jak, pamiętacie coś? Jakbyście mnie zapytali co robiłem pięć miesięcy temu to nic, dziura jakaś, przerwa, pustka. A cztery, pamiętam dokładnie, wracają szczegóły, smaki, zapachy, kolory, wracają emocje, ludzie, myśli, słowa. Znów tam jestem, siedzę przy tym pomoście i czekam, czekam na was, właściwie czekam na Ciebie.

Tekst oraz ZDJĘCIA: Ryś Duława

Oryginał pochodzi z notatek Rysia:
Reklamy