Dolce Vita część druga.

Dolce Vita część druga.

Tekst oraz zdjęcia: Ryś Duława

08.09.2016 – Jedziemy drugi raz w roku na Foto Wypad, już samo to jest nierealne, jedziemy drugi raz do Włoch – abstrakcja. Noc, gdzieś na autostradzie, jest czwarta nad ranem, …może sen przyjdzie… Nie! Nie przyjdzie! Wypiliśmy espresso i zjedliśmy croissanty na pierwszej włoskiej stacji. Usta przepłukaliśmy Darkowym “szpoczkiem” – bo jak można nazwać 0,5 l Jacka na siedmiu chłopa. Szkoda gadać, Darkowi ta “małpka” odbijała się cały wyjazd. Z drugiej strony lepszy “szpoczek” w garści niż orzeł w lodówce – prawda Marku? Miłe złego początki. Spodziewacie się “Śniadania na trawie” w stylu Maneta, było na asfalcie. Jak w miłym towarzystwie to może być i na asfalcie, a i w gigantycznym korku – było pięknie. Nie którzy jedli, niektórzy pili, niektórzy palili byli i tacy co spali. W takich okolicznościach powstał dialog – to za duże słowo, zwykła męska rozmowa, która przejdzie do historii.

02

– Jeszcze nie kurzyłem cygara, nie piłem whisky! Ja nie wiem, co to jest za wyjazd w ogóle?!

– Boś kurwa spał!

– Aaa…

O niedoczasie, o szukaniu kempingu na ostatni moment, o bajecznych widokach, o przeziębieniu, o nocnej kąpieli Grzesia, o basenowych szaleństwach, tych dziennych i nocnych, co uleciały z dymem pisać nie będę – są nasze.

03

Jednakowo są rzeczy o których napisać trzeba – tuńczyk w Porto Santo Stefano, Rzym, Siena, Montepulciano, Agroturismo il Gorgo, Garda, Wenecja nocą – powoli.

Po zdobyciu, rzutem na taśmę, campingu i małym odpoczynku, postanowiliśmy pozwiedzać – upamiętnić na zdjęciach najbliższe miasteczko – Porto Santo Stefano. Było już popołudnie, rozpełzliśmy się po nabrzeżu. Wyszedłem na zamek, skomponowałem panoramę (górny baner) i pozbyłem się filtra – jakieś straty muszą być. Przyszedł czas na kolację, tam doświadczyłem kulinarnego olśnienia, pierwszego na tym wyjeździe ale nie ostatniego. Dobrze wiecie jak wygląda u nas sałatka z tuńczykiem, dużo sałatki i szukasz kawałków rybki. Tam wyglądało to tak. Wędzone plastry tuńczyka wielkości dłoni a na dole troszkę sałaty.

04

Patrze na zdjęcie i ślina cieknie.

W ten dzień zobligowałem się do bycia kierowcą. Jadąc do miasteczka zauważyliśmy znak, Rzym nie całe 200 km. Co tu dużo mówić – wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Przed 23.00 św. Krzysztof przygotował nam miejsce parkingowe 150 metrów od murów Watykanu – już wtedy czułem, że będzie wyjątkowo. Mijają cztery miesiące od tamtego czasu a we mnie ciągle pachnie rzymska noc.

“Z niczym nie można porównać tego uczucia, gdy wchodzimy w środek obcego tłumu w miejscu, którego istnienia nigdy nie podejrzewaliśmy. Jest odurzające. Składa się z lęku, podniecenia oraz stu innych doznań, których nazwy nie znam.” – A. Stasiuk

Dokładnie tak jest. Rzym, w tle zabytki z pocztówek, na wąskich uliczkach bawiący i śmiejący się ludzie z kieliszkami wina, plus nasze zmęczenie, wszystko to pachniało nierealnością – byliśmy jak na rauszu. Oni byli piękni, młodzi, nawet jak tacy nie byli, to tej nocy tak się czuli, tak wyglądali. Chcieliśmy tam zostać, fotografować, patrzeć, zwyczajnie być.

05

06

07

Po powrocie, nad ranem, rzuciłem swoje zwłoki do namiotu. Gdyby nie koszmarne zmęczenie i pliki w aparacie byłbym pewien, że to sen.

Intensywnie się zrobiło i tylko dzięki zdjęciom jestem wstanie odtworzyć kolejne punkty programu. W skrócie, raczej w celach dowodowo historycznych niż opisowych:

Siena z całym szałem architektonicznym.

08

09

Montepulciano a raczej widoki z.

10

11

Agroturismo il Gorgo – tu jednak krótki komentarz. Wymordowani nocnym Rzymem, Sieną i Montepulciano usłyszeliśmy z ust gospodyni Danusi jedno z piękniejszych zdań całego wyjazdu. Mam takie marzenie, chciałbym to zdanie usłyszeć także po śmierci – Zapraszam na basen, zaraz przyniosę wino.

12

W tym miejscu spożyliśmy ucztę z wielu dań, z wielu win, z wielu uśmiechów, wielu rozmów – ucztę pod nocnym, toskańskim niebem – miejsce godne polecenia – mały raj.

Im więcej piszę tym więcej chcę opowiedzieć ale już wystarczy, czas kończyć. Piękna klamra powstała. Pierwszy FotoWypad do Włoch zaczęliśmy Wenecją o wschodzie a drugi skończyliśmy Wenecją w nocy.

13

Mój mały cel na drugi wyjazd był dość prosty, chciałem, żeby zabrali moje serce z nad jeziora Garda – niby nie wiele ale nie powiodło się, w dodatku zostało jeszcze w nocnym Rzymie.

Teraz siedzę w kuchni, jest styczeń, minus sześć stopni, sklecam te pare zdań. Rodzinka walczy z grypą – trzydzieści osiem stopni, ja jutro rano do pracy – to nie może być prawdą!

Przecież kroczę prawie pustą Via Conciliazione w stronę Castel Sant’Angelo a dalej szukam Fontana dei Quattro Fiumi. Chodzę między bawiącymi się ludźmi, podziwiam zakamarki o których istnieniu nie miałem pojęcia, wciągam zapachy perfum. Przystanąłem przy fontannie Di Trevi – zachwyca mnie jej piękno i podziwiam napotkanych ludzi. Kołacze się we mnie cytat ze Stasiuka:

Trudno odgadnąć ich myśli, lecz przemiany nie zachodzą przecież w myślach. Dotykają raczej uczuć, miejsc, gdzie rodzi się podziw albo zachwyt.

14

Reklamy