To był ostatni FotoWypad, już nigdzie więcej nie pojedziemy…

   Już jest zbyt późno by przekręcić potencjometr w okolice połowy skali. Nowa płyta Linkin Park załamuje mnie… Już dawno przestałem wierzyć w muzykę która powstała po 2000 roku. Jak dobrze, że mam sterty płyt z lat 90. Everlast daje trochę oddechu, może skleję te zbiory myśli i zapisków.

DSC_6713.png

   Od wyjazdu mija kilka miesięcy, chyba zaczynam zapominać. Nie jak było, ale co było. Rzeczą nadrzędną był plan, a w zasadzie brak planu. Po raz kolejny miały to być Włochy.

Dlaczego? Nie chce mi się powtarzać, odszukaj nasze relacje z kilku lat w tył.

DSC_6792.png

   W odbiorze tego kraju nic się dla nas nie zmieniło. Nadal jest jak było. To piękny, fascynujący, pełen zapachów i zapierających dech w piersi widoków. Nigdzie, jak tam sprzedają Ci stare kwaśne wino, okradną Cię i przy tym wszystkim z białym uśmiechem poklepią po plecach. Powiedzą, że jesteśmy braćmi i jak jest taki, jak dziś słoneczny dzień, to musi być wspaniały dzień. Ty musisz to czuć. Jest doskonale, lecz to nie my, przecież my to nie my. My nie sprzedajemy starych, zepsutych win. To wy je kupiliście, ale to nie nasza wina, że te wina i, że od nas….?

   Nikt z taką gracją i uśmiechem na twarzy, Was nie wyciula jak Włoch. Najgorsze jest to, że również będziecie uśmiechnięci i z tego zadowoleni. Kurwa….

Potem siadasz z filiżanką espresso, gapisz się tępo na taflę Como, szczyty Alp i co?

Zapominasz o tym cholernych winie.

DSC_6799.png

   Przeglądając foldery z rawami dochodzę do wniosku i nie tylko ja. To był najsłabszy ilościowo, fotograficznie wyjazd. Miejsca piękne, warunki atmosferyczne super.

Brzydko nie było 🙂

Czego zabrakło? Pytanie powinno brzmieć: czego było za dużo?

O nie, nie, nie i nie moi drodzy nie chodzi o trunki.

Wyjazd, a szczególnie moja głowa była obciążona bagażem który wiozłem zamiast Nikkora 80-200. Później okazuje się, że nie tylko ja mam jakiś „bagaż”.

   Ostatecznie ważniejszy od zdjęć które oczywiście robiliśmy, był czas. Czas rozmów przy stole, podczas jazdy, podczas siedzenia nad Como, Gardą. Wybrzeże Liguryjskie, droga do San Remo lody jogurtowe i znów rozmowy. Małą ekstrawagancją w jednym dniu było śniadanie nad Como, obiad pod San Remo, kolacja w Mediolanie i noc spędzona w Bergamo sącząc piwo pod irlandzkim pubem. Mediolan? Uważasz, że byłeś w księgarni? Uwierz mi na słowo nie byłeś jeszcze w księgarni. Miejsce nie do opisania. Rankiem śniadanie jemy nad Gardą…

Hmmm da się? No da.

DSC_6813.png

   Wróciliśmy świadomi czegoś co przelatywało nam między kadrami w ostatnich latach. Może nie zdołaliśmy tego wyłapać? W 2010 roku planując pierwszy FotoWypad na 2011 rok nigdy nie pomyślałbym, że napisze takie podsumowanie wyjazdu. 7 lat to nie tak długo ale i też cholernie długo. Szmat czasu. Jest jeden pewnik zupełnie z przypadku, choć podobno nie ma przypadków. Powstało coś więcej niż grupa chłopaków która co jakiś czas jedzie zrobić kilka fot w ciekawym miejscu. W życiu chodzi o to by być częścią społeczności, grupy ludzi która Cię rozumie i dobrze się traktuje. Rozmawiasz, słuchasz i to wszystko nie rozpierdala się o ścianę. Siedem lat temu marzyłem, każdy z nas marzył by żyć jak Tony Halik. Rzucić prace i wyjechać, żyć wyjazdem i z wyjazdu. Poznać w każdym miejscu jedną lub dwie osoby, potem ruszyć dalej. To tylko z góry fajny i niestety mglisty obraz.

   Cholera, ale to tak jak dziś, siedząc przed monitorem czy wisząc nad telefonem nawiązujemy interakcje, by za kilka godzin, dni, tygodni zastanowić się nad pozornością tego wszystkiego. Pozornością tych znajomości, codziennie nowi znajomi na FB? Ale czy na pewno? Świat stał się pozorny, faceci stali się niezaradnymi pizdami, relacje powierzchowne. Internet skrzywił całe pokolenia. Ludzie składają się z prawdziwych tarć, interakcji, wkurwienia, uśmiechów, uczuć, pasji, radości, smutków, słabości, siły, zalet, wad, przyjaźni, wrogości, dobra i zła. Choć zło nie popłaca. Karma wraca. Warto być dobrym, ale skurwielem, dobrym skurwielem. Nie zdradzać ludzi, nie nadużywać ich zaufania. Nie narzekać na los, bo sami go kreujemy.

   FotoWypad właśnie jest tym wszystkim. Ten wyjazd utwierdził mnie, dał mi tą świadomość. Nie jesteśmy grupą ludzi którzy tylko chcą pstryknąć fotki gdzieś tam. Chcemy przebywać, chcemy wyjechać, chcemy rozmawiać, chcemy być naprawdę, chcemy być na żywo tam podczas wyjazdu i tu w domach, tu z innymi ludźmi. Chcemy tworzyć, być częścią. Ludzie chcą przebywać z ludźmi naprawdę, a nie na niby. Najbardziej lubimy wrócić i opowiedzieć jak było. Zastanowić się wspólnie, albo osobno nad tym co przeżyliśmy. Powspominać, ale nie sami z przyjaciółmi, z rodziną, z znajomymi. Po prostu z człowiekiem, siedzieć i rozmawiać. Relacja to człowiek.

DSC_6683.png

Być znów tam opowieścią. Romantycy?

   Cholera nie. Cholera tak. Bo sama chęć wyjazdu jest czymś bardzo i to bardzo romantycznym. Na tym kończy się romantyzm podczas naświetlania rozgwieżdżonego nieba gdy mamy -5 stopni na zewnątrz i akurat stoimy sami w środku nocy, gdzieś tam na jakiejś polanie w lesie, a do księżyca akurat wyją tylko prawdziwe wilki 🙂

   Wróciliśmy, co najważniejsze z planem jesiennym, ale to był ostatni FotoWypad, już nigdzie więcej nie pojedziemy by nie wrócić. Zawsze będziemy wracać tu skąd jesteśmy. Tu gdzie są nasze rodziny, przyjaciele i znajomi.

Idealny dzień na FotoWypadzie?

Taki dzień jak dziś. Wstaję rano i piję espresso z kimś, kto też ma na to ochotę.

Advertisements