FotoWypad – Włochy 12/15-10-2017

dnia
Znacie to dobrze; nie zdradzam wam sensacji – tysiąc razy obiecywaliście sobie, że tym razem pójdziecie na spacer zupełnie inną trasą, a zawsze – źli na siebie, ale też wewnętrznie ukojeni – spacerujecie tymi co zwykle ścieżkami Ogrodu Saskiego; tysiąc razy obiecywaliście sobie, że tym razem napijecie się czego innego, a zawsze – gardząc sobą, ale też własną konsekwencję podziwiając – pijecie tę co zwykle gorzką żołądkową; tysiąc razy obiecywaliście sobie, że tym razem zjecie coś zupełnie ekstra, a zawsze – z lekkim znużeniem i niejasną nadzieją, że następnym razem ho, ho, ho – zamawiacie i jecie tę samą rybę w tych samych jarzynach. Nie zdradzam sensacji, tajemniczości takich wydarzeń też dogłębnie nie objaśnię; stać mnie jedynie na ogólny frazes: mieszkające w nas potwory są zajadłe.
-J. Pilch
002
Zacząłem od długiego cytatu ale on najlepiej obrazuje nasze podejmowanie decyzji co do kierunku wyjazdu. Tyle razy obiecywaliśmy sobie, że następnym razem pojedziemy w czorty a jedziemy do Włoch. Zazdrościmy przebrzydłym włochom, że góry wysokie mają na północy a morza ciepłe na południu. My zaś z kraju tego gdzie, kruszynę chleba… ale poza tym wszystko na opak, zimne morze na północy, góry średnio wysokie na południu. Wyjeżdżamy nie wiedząc czego się spodziewać, czy będzie fotograficznie, czy tylko geograficznie, czy towarzysko. Plan jest ale raczej majaczy niż trzyma nas w ryzach.
003
Wyjeżdżamy a powinienem powiedzieć wymykamy się naszym codziennym rzeczywistością. Porzucamy życiowe role, mężów, ojców, podatników by na te kilka dni stać się odkrywcami, podróżnikami. Budzi się w nas chłopięca tęsknota za kowbojskością, do pędzenia przez nieznane, do szukania złota… Wprawdzie zamiast coltów mamy aparaty, zamiast koni – busa, zamiast złota szukamy w złotej godzinie złotego podziału by schwytać ulotne piękno. Polujemy na zapierające dech w piersi widoki, na chwile podziwu, które domagają się odłożenia naszych pistoletów i trwania w zachwycie. Czy nie zdradziłem zbyt wiele?
004
Wsiadamy, wrzucamy rzeczy do środka, ruszamy. Kilometry białych linii z jednej strony oddalają nas od szarej codzienności z drugiej przybliżają do marzeń. Czechy, Austria, Włochy – espresso. Moje magiczne Stelvio już wita! Miałem tam być w tym roku w innych okolicznościach – kiedyś opowiem.
005
Jeszcze noc się tli a my na górze. Biel lodowca gra z gwiazdami, na wschodzie zaczyna się złocić. Zaczynamy łowy. Obwąchujemy teren, przemierzamy go w dłuż i w szerz, w poszukiwaniu dobrego miejsca. Jeszcze zimno, jeszcze ciemno, jeszcze dochodzą dźwięki z polski, na szczęście cichną w obliczu majestatycznego piękna gór.
006
Wschody w górach pachną nadzieją. Po zimnej nocy dotyka cię ciepły promień słońca. Zaczyna się życie. Czujesz dreszcz, że może wydarzyć się wszystko. Zastygamy w zachwycie. Odkładamy aparaty, cisza wschodu grzmi w naszych uszach, zaczyna się koncert. Z nad ośnieżonych szczytów, jakby powiedzieli muzycy – maestoso, słońce gra swoją partię, dołączają się basy gór. W ciemne doliny płynie złocista muzyka wschodu.
007
Nie marzyliśmy sobie o takich chwilach. Pytanie, czy po takim początku może być lepiej? Oczywiście! Siadamy przy kuchenkach z widokiem na Alpy, jest chłodno, jedynie słońce daje odrobinę ciepła. Patrzymy w dolinę, jemy, sączymy kawę z kawiarek, kto może wzmacnia smak, jak przystało na kowboi jest tytoń. Coś tam planujemy, nikomu się nie śpieszy. Mamy poczucie, że jesteśmy we właściwym miejscu we właściwym czasie, śmiejemy się, podziwiamy…
008
Wycieramy ręce w dżinsy, ruszamy nad Gardę, szukać obozowiska, po drodze łapiemy jeszcze magię jesieni.
009
Bywają dni które starczają za tygodnie a może i miesiące. Taki był następny. Wprawdzie na wschód słońca w góry nie zdążyliśmy, choć zaczął się o 5.00 a może i wcześniej. Na dzień dobry nieczynna kolejka, też może być dobrym początkiem. Nazwy miejsc – Passo Pordoi, Canazei,Val Gardena, są jak tytuły rozdziałów w dobrej powieści.
010.jpg
Nie pytajcie nas, po co jeździmy tyle kilometrów. Jeździmy. Nie pytajcie co widzieliśmy, gdzie byliśmy, bo tylko wypowiemy nazwy.
011.jpg
Kolekcjonujemy idealne miejsca, różnie się je osiąga, do jednych jedzie się 1500 km, i wspina się kolejne tysiące kroków by być częścią przestrzeni, częścią wschodu lub zachodu słońca, zamienia gwar codzienności w ciszę, przemienia zmęczenie w zachwyt, by w samotności ulegać pięknu, inne są pod nosem naszej codzienności, wystarczy wyjść z torów rutyny.
012
Nie opowiemy wam o tym jak czuje się człowiek siedzący nad przepaścią, skaczący po skałach, robiący zdjęcia, czekający na zachód, czekający na gwiazdy, polujący na niepowtarzalne. Wiedzcie jednak, że człowiek ten ciągle będzie wracał w owe przestrzenie. Będzie spacerował między Modrzewiami, podziwiając jesienny festyn dojrzałych kolorów. W grudniowy wieczór utwierdzi się w przekonaniu, że od marzeń gorsze są tylko wspomnienia.
013
Tekst: Bez Umiaru
Foto: Ryś Duława
Reklamy