Jesteśmy głodni.

Dziesiąty FotoWypad, gdzie pojechaliśmy? Nie mam zamiaru zaskakiwać skoro na samą myśl o tym „gdzie?” Widzę zawieszoną w powietrzu myśl „Włochy” – pakujemy się i jedziemy. Wspominałem, że byliśmy głodni? 

Makaron pappardelle plus trzy świeże składniki w postaci pomidorów pelati, świeża bazylia, oliwki. Na koniec obsypane Prosciutto di Parma, jeszcze lepiej jak to będzie Prosciutto di San Daniele, ale to byłaby zbyt wielka rozpusta. Na koniec trochę parmezanu. Sos powstał z połowy kostki masła i pomidorów. Kieliszek…, nie! 3 butelki czerwonego wina. Gotowy, sprawdzony, idealny patent na „jesteśmy głodni”. Tak było drugiego dnia – tam. Dlaczego zaczynam inaczej, dlaczego o jedzeniu, co to ma wspólnego z wyjazdem fotograficznym. Ma i to bardzo dużo. Dobra kuchnia, dobre wina, dobra kawa, dobry sex to cztery niezbędne czynniki by zaznać szczęście. Oczywiście są to 4 absoluty dopełniające kilka innych ważnych czynników by być szczęśliwym człowiek.

Dziś jednak jestem mocno wkurwiony. Zły, rozczarowany, zawiedziony…

Anthony Michael „Tony” Bourdain nie żyje. Zobaczyłem tą przykrą wiadomość w chwili, gdy został mi do przeczytania ostatni rozdział „O, kuchnia! Kill grill. Tom3.” Nie będę się rozwodził nad motywem, motorem który pcha ludzi by odbierać sobie życie. Jaki trzeba nosić w sobie ciężar, jak to musi być bolesne skoro nic nie jest już ważne. Zostaje tylko śmierć.

Depresja to straszne skurwysyństwo… Uważajcie na siebie!

Bez-nazwy-1

 Godzina 19:00 umówione miejsce, 7 facetów z plecakami wypchanymi aparatami, obiektywami, kartami pamięci, statywy, filtry. Graty fotograficzne zajmują połowę miejsca bagażowego w busie. Pierwszy raz nie zabieramy namiotów. Mamy już wszystko załatwione, ograne na miejscu – tam. Czeka na nas apartament, basen, taras widokowy i te „nudne” pofalowane krajobrazy Toskanii. Przelatujemy przez Słowację, Austrię. Pierwsza stacja we Włoszech czwarta rano „sette espresso, per favore”. Jesteśmy, tam rozpoczyna się nasz Wielki Szlem. Kilka godzin później przechodzimy przez najpiękniejszy salon Europy. Wenecja i znów kawa, śniadanie. Płyniemy na wyspę Burano, tam rozpoczyna się nasza gastro faza. Smaki, zapachy, otaczające nas piękno rzadko tak ze sobą współgra. Palą się cygara, słońce daje o sobie znać. Pijemy, jemy. Wokół mnie rozmarzone uśmiechy na twarzach, od tyłu naszych głów przesuwa się do przodu lekko zawstydzony uśmieszek jak po zakończeniu dobrego sexu. Błogość – gastro faza. A potem, już tylko robiliśmy zdjęcia, błądząc po ciasnych uliczkach kolorowego Burano. Zachęcam do odwiedzenia tego miejsca będąc w Wenecji. 20 Euro bilet na cały dzień i możesz pływać do woli z wyspy na wyspę. Warto!

DSC_0184

Tego samego dnia 19:30 siedzimy pod słońcem Toskanii, podróż z Wenecji nie zajęła nam długiego czasu. Szybki basen, woda zimna jakby specjalnie dla nas zmrożona. Daje kopa, kolejnego daje espresso. Kilka dni wcześniej zapowiedzieliśmy się na kolacji w niezwykle fantastycznym miejscu. Byliśmy tu jakiś czas temu, znamy te smaki, zapach, aromat. Wszyscy mruczą z zadowolenia, za kilka chwil Danusia z uśmiechem powie nam „smacznego”. Życie nie jest takie złe. Siedzimy przy stole pod niebem bogów smaku, idealnej kuchni, wybitnego wina. Cicho zadajemy sobie pytanie: co ja tu robię? Szczęście uśmiecha się do nas kolejny raz? Czy to my tworzymy sobie szczęście? Jesteśmy aktorami w własnej sztuce życia, zanim kurtyna przywali nam po karku starajmy się cieszyć małymi radościami, chwilami ulotnymi. Łapmy wschody i zachody słońca, łapmy uśmiechy i śmiejmy się na ulicy do ludzi. Ludzie nie są tacy źli. Chyba, że to Ty jesteś złym skurwielem, to nie ma odwrotu całe grono złych skurwieli przyjdzie po Ciebie i powie Ci…

Kieliszki wypełniły się winem, tego wieczoru…., tej nocy zapomnieliśmy o aparatach. Nie robiliśmy zdjęć wcale.

DSC_0kolaz

Kolejny dzień startuje leniwie. Śniadanie, espresso, JD, rekonesans po okolicy. Potem sklep, zakupy na obiad. Uzależniłem się od kilku rzeczy, wpływ na to wszystko miało kilka osób, zdarzeń, zbiegów okoliczności czerpiąc z A. Stasiuka, te zbiegi okoliczności przypominają mi wyrafinowany plan. Uzależniłem się od smakowania, delektowania, czerpania przyjemności z jedzenia i picia. Wino, kawa, coś dobrego w szklance. Gastro-Porno jak pisał Bourdain. Patrząc na nas w tym sklepie, potem jak wszyscy razem staliśmy przy garach gotując obiad dla 7 kolesi, którzy tego samego dnia mają zamiar złapać dobre kadry przy słynnej „sprężynce cyprysów”, którą można oglądać na co drugiej widokówce z Toskanii. Gastro-Porno sezon dziesiąty. Wessało nas, zrobiliśmy to lepiej niż w niejednej knajpie w której bywaliśmy w Polsce czy nawet tam. Klucz jest prosty, smak, kilka prostych trików i najważniejsze: najlepsze produkty jakie w tej chwili jesteś w stanie kupić. Wino i nie ma nas. To tylko nasze chwile. Nikt nie zapyta czy to zajebiste, my to wiemy to są zajebiste chwile. Spróbujcie! Życie nie jest wcale tak bardzo skomplikowane, jeśli sami go nie komplikujemy. Nie raz wydaje się być żartem, jawnym kłamstwem budowanym bez zabezpieczenia. Bywa, ale wszystko zależy od nas samych. Przyciągamy do siebie podobnych wariatów, czerpmy z tego. Tylko podobni Ci ludzie, przyjaciele, partnerzy dają Ci szczęście.

DSC_0255

DSC_0258

Wieczorem siadamy do auta uzbrojeni w lustrzanki i ruszamy na polowanie. Wybieramy drogę w kierunku Pienzy przez Monticchiello. Wyobraźcie sobie jazdę i co zakręt piękniejszy widok, co zakręt „stój, stój, teraz tu!” No i jechaliśmy do tej Pienzy cały wieczór.

DSC_0288

O tych konkretnych miejscach, o tym jak jest pięknie ciężko opowiedzieć. Lokalizację gdzie od stuleci, od czasów renesansu najwięksi artyści świata przybywali tu by uczyć się światła od samego początku. Od tamtych czasów są też tu organizowane warsztaty malarstwa, dziś również fotografii. Największe nazwiska światowego kina, najlepsi operatorzy filmowi przemierzają okolicę szukając inspiracji, obserwując najbardziej plastyczne światło krajobrazu jakie można sobie wyobrazić. Region Val d’Orcia to marzenie każdego fotografa, my właśnie spełnimy nasze. To uczta, jemy z stołów bogów światła. Rozkład, jak ono pada, każdy promień słońca ma znaczenie, każda minuta to inne cienie. Dynamicznie zmienia się krajobraz gdy słońce zaczyna zachodzić za góry. Uczymy się światła, czerpiemy pełnymi garściami, łapiemy te momenty w ciszy. Raz na jakiś czas ktoś krzyknie jakieś techniczne parametry w stylu „patrzcie tam, ooo ja jebie”, „kurwa widziałeś”, „o ja pierdolę”. Takie tam czysto techniczne rozmowy fotografów w terenie.

DSC_0353

Po wszystkim siedzimy na tarasie widokowym, na murach Pienzy. Słońce już się schowało zupełnie, to było dobre popołudnie, cudowny przejazd piękną okolicą Val d’Orci. Siedzieliśmy na ławkach, murkach, pod nogami leżały plecaki, obiektywy, aparaty, statywy. Gapimy się tępo w dal, a tam Val d’Orcia znika powoli w ciemności. Zachwyt i brak słów. To jakby facet siedział w azjatyckiej knajpie z więcej niż dobrym jedzeniem, przy małym stoliku na środku pomieszczenia, a z drugiej strony stolika kobieta – piękna, uśmiech, oczy i ich kolor – nadzwyczajne. Zachwyt, zatkało, brak słów…

DSC_0293

  Parkujemy przy murach Watykanu jest 23:50. Rzym nocą, znamy już ten zapach. Pachnie dobrymi kadrami. Przeszliśmy od Watykanu pod Koloseum, uliczki nocnego Rzymu zachwycają. Nie da się nic więcej dopowiedzieć, to trzeba zobaczyć. Fontanna di Trevi o 02:00 w nocy i jest szansa na zdjęcie bez ludzi w kadrze, Koloseum godzina 03:05 mamy kadry bez turystów, bez Rzymian. Tylko my i Rzym.

DSC_0324

  Siadamy do samochodu, nasz kierunek to Torrita di Siena. Jeszcze tego nie wiem, ale mimo zmęczenia, braku snu czekają na nas kadry tego wyjazdu. Za 3 godziny nikt z nas nie będzie pamiętał o zmęczeniu, o nie przespanej nocy, o tym która jest godzina. Około 5 rano na drodze pojawią się mgły, mamy 30 km do Pienzy, budzimy się z drzemki. Teraz wiemy, że to będzie spektakl mgieł w dolinie. Val d’Orcia zaprasza nas do siebie. W Pienzie meldujemy się chwilę po wschodzie, mały zawód, cholera nie zdążyliśmy. Kroczymy leniwie w kierunku murów i…

DSC_0339

Krew zaczyna szybciej krążyć, mózg dostaje sygnał od oka, że to nie będzie zwykły wschód, on jeszcze się nie skończył. W tym miejscu dopiero się zaczyna wielka gra. Spektakl rusza. Dwie godziny adrenaliny, mało rozmów dużo fotografii. Za to uwielbiamy nasze wyjazdy. Nie musimy spać jeśli dostajemy kadry wyjazdu, może kadry roku. Przed 8 pijemy kawę z lokalsami w jedynej czynnej kawiarni w Pienzie, oni i my. Piękne miejsce tylko kawa, coś do szybkiego zjedzenia, sterty gazet i uśmiechnięci ludzie, rozmawiający ze sobą. Nikt, dosłownie nikt nie miał w ręce telefonu. Dociera to do nas dopiero wieczorem. Wieczorem? No tak bo nie mieliśmy zamiaru spać skoro Siena jest tak blisko, a Siena to zdecydowanie jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałem. Śpimy trochę w ciągu dnia, cel wieczorny to kolacja w Sienie, a potem robimy zdjęcia.

DSC_0348

DSC_0350

Piazza del Campo nie będę opisywał, to trzeba zobaczyć. Zjedliśmy, zrobiliśmy zdjęcia jest po 23, a my siedzimy na bruku placu. Znów zachwyt, zadowolenie. Teraz wróćmy do rana w Pienzie, gdy siedzieliśmy na kawie w lokalnej małej kawiarni w centrum miasta. Tam i na głównym placu Sieny siedzą uśmiechnięci Włosi. Spacerują, jedzą, piją, siedzą jak my na bruku del Campo. Rozmawiają, tak rozmawiają. Nie gapią się w telefony, nie szukają, nie sprawdzają co jest na Inst, na FB. Mają głęboko w dupie co jest na szklanym ekranie. Oni rozmawiają. Było nam cholernie głupio rano, w tej sympatycznej kawiarence gdzie mieszkańcy Pienzy spotkali się na kawkę. Siedzieli i rozmawiali, śmiali się szczerze i głośno. Nikt nie sprawdzał czy dostał wiadomość. Zauważyliśmy to po kilku chwilach. Niezwykłe w dzisiejszym świecie? Nasze telefony powędrowały do kieszeni. Staliśmy się częścią kawiarni, wymiana uśmiechów, zaczepka, ktoś coś zagadał. Podziękował za możliwość zamiany stolika. Na placu w Sienie to samo, telefonem ktoś robił zdjęcie, no i pięknie. Ale jeśli ktoś sprawdzał powiadomienia, przelatywał przez ekran palcem to był to cholerny turysta, podróżnik. Uwierzcie, nikt z nas nie miał ochoty sprawdzać co tam jest w telefonie, co tam słychać w świecie. Cały świat mieliśmy przed oczami, na tym placu był cały świat i to co najważniejsze – relacje międzyludzkie. Relacje, rozmowy, gesty, uśmiechy, siedzenie przy stole, wspólne jedzenie, rozmowy o jedzeniu, delektowanie się światem i tym co mamy na talerzu, w kieliszku. Rozmowy o życiu, problemach, porażkach, sukcesach o wszystkim i o niczym. Relacje i rozmowy.

DSC_0375-Pano-2

Reklamy